Rano o 7 Karolina zabiera chłopaków na spacerek nad jezioro, bo też chcą zobaczyć żółwie. Jemy śniadanie, odbieramy nasze pranie i ruszamy na południe. Celem jest dziś Merzouga, z której mamy ruszyć na pustynię Erg Chebbi.


Jedziemy trochę przez Atlas Średni, trochę przez Atlas Wysoki, trochę przez jakieś płaskowyże. Mijamy miasteczka, wioski berberskie i duże, zaśmiecone przestrzenie.





Przez góry płynie rzeka Ziz, nawet jest w niej trochę wody. W dolinie Ziz rośnie mnóstwo palm daktylowych, widać, że były tu pożary. Na jednym z foto-przystanków spotykamy wiewiórki berberyjskie ganiające się po skałach.









Po drodze w Argoud kupujemy wodę i chustki na głowę. Im bliżej Merzougi tym bardziej surowy i płaski krajobraz.

W końcu o 14 przyjeżdżamy pod umówiony hotel. Przebieramy się, przepakowujemy i przed 15 przyjeżdża po nas pickup. Zabiera nasze plecaki i podwozi nas do wielbłądów. Wiążą nam chustki na głowach i ruszamy. Na pierwszym wielbłądzie siedzi Wojtek, na ostatnim (najmniejszym) pan sadza Karolinę. Wielbłądy powiązane idą gęsiego prowadzone przez berbera.
Jazda na wielbłądzie idzie nam nieźle, najtrudniej jest jak schodzimy z wydmy, bo zwierzakom zapadają się i ześlizgują nogi i jest mało stabilnie, trzeba się mocno trzymać, żeby nie spaść. Wędrujemy jakieś 40 minut, po drodze pan robi nam zdjęcia. W końcu dochodzimy do campu, który znajduje się… 200 m od zabudowań hehe. Cała wędrówka po pustynnych wydmach wiodła wzdłuż kolejnych zabudowań hotelowych 🙂 Mimo wszystko klimacik jest uroczy 🙂








Jesteśmy w campie pierwsi. Na horyzoncie deszczowe chmury z dwóch stron i grzmi. A miał być zachód słońca i gwiazdy…





Po 1,5 h pojawiają się kolejne osoby. Deszcz przechodzi bokiem. O 19 słychać okrzyk „Dinner time!”. Idziemy więc i siadamy w dużym, klimatyzowanym namiocie. Kolejno wjeżdżają 3 dania, wszystko bardzo smaczne, ns koniec jeszcze owoce.
O 20 zaczyna się ognisko z muzyką berberyjską 🙂 Grajkowie po kilku utworach zachęcają do przejęcia instrumentów i nawet znajduje się kilku odważnych 🙂



O 21 jesteśmy tak zmęczeni, że idziemy spać. tym bardziej, że jutro pobudka o 5:45 na wschód słońca.