Dziś wczesna pobudka, ale przestawiliśmy się, że wcześnie zasypiamy, więc nie jest źle. O 7 jemy śniadanie i ruszamy z Doliny Dades do Warzazat. Po drodze widoki i marokańskie życie – bociany na minaretach, bramy do miasteczek itp.





Po 2 h jesteśmy pod Atlas Studios. To studio filmowe, w którym kręcono wiele znanych produkcji. Kilka z nich, Gladiator, Królestwo Niebieskie, Asterix i Obelix: misja Kleopatra, Klejnot Nilu, obejrzeliśmy przed wyjazdem.
Pan w kasie mówi, że dekoracje do Królestwa Niebieskiego są dziś nieczynne, ale i tak musimy kupić bilet łączony na Królestwo Niebieskie i resztę dekoracji, bo innych nie ma. 🙂 Wchodzimy i w niedużej grupce zwiedzamy z anglojęzycznym (z grubsza) przewodnikiem, a potem chodzimy jeszcze sami.



















Z Warzazat jedziemy do Ait Ben Haddou, gdzie znajduje się jeden z najbardziej znanych zabytków Maroka, czyli ksar o tej samej nazwie. Ksar to zbudowane z gliny i słomy dawne miasteczko warowne. Tu też kręcono wiele filmów. Niestety cały ksar jest obwieszony produktami rzemieślniczymi, które sprzedają lokalni artyści i kupcy, więc niewiele da się obejrzeć. Najładniej wygląda z zewnątrz. Pierwszy raz doskwiera nam upał.





Z Ait Ben Haddou kierujemy się przez Atlas Wysoki do Marakeszu.




Najwięcej adrenaliny dostarczają nam ostatnie 4 kilometry drogi, czyli jazda po Marakeszu. To nieprawdopodobne jak wygląda tu ruch na drodze. Samochody, mnóstwo skuterów, rowery, na rowerze pan ciągnący na sznurku konia, w tym piesi, nikt nie jedzie wg pasów, wszyscy mieszają się ze sobą. Na rondzie pomiędzy samochodami lawirują chłopcy na rolkach. Na skuterze pan wiezie za sobą duży kosz z pieczywem i trzyma go jedną ręką, przed nim nietrzymane przez nikogo siedzą dzieci w wieku na oko 3 i 5 lat. Łukasz nie chce odstawać, więc zgodnie z zaleceniem Google Maps skręca w ulicę, która okazuje się jednokierunkowa i to nie w naszą stronę (mimo namalowanej zgodnie z naszym kierunkiem jazdy strzałki na asfalcie). Samochody jadące nam na czołówkę migają światłami, ale nie ma gdzie zjechać. W końcu 3 skutery zatrzymują się i pozwalają nam zawrócić. Udaje nam się w końcu dotrzeć do naszego lokalu.
Oddajemy samochód, ogarniamy się i jedziemy autobusem do centrum. Karolina bardzo chce zrobić sobie hennę na ręce, więc pierwsze kroki kierujemy do Henna Art Cafe.


Uliczkami medyny idziemy na Plac Jemaa al fna – czyli najgłośniejsze i najbarwniejsze miejsce w Marakeszu. Wojtek targuje się i robi zakupy. Po pół h między stoiskami z jedzeniem, gdzie zaczepia nas mnóstwo naganiaczy, a dookoła grają różni grajkowie, krzyczą sprzedawcy jesteśmy przebodźcowani 🙂 Siadamy w końcu na kolację w najspokojniejszej restauracji, na wysokim tarasie skąd mamy widok na plac. Jedzenie bardzo dobre. Kończymy jeść po 22 i okazuje się, że nie jeżdżą już autobusy. Wracamy więc taksówką za 20 zł i padamy spać.


