Z pustyni do wąwozów – Todra i Dades

W nocy o 2:30 wstajemy sprawdzić czy przeszły chmury i jak widać gwiazdy. Niebo jest czyste, gwiazd dużo, ale nie jest to jakiś spektakularny widok. Wracamy więc do namiotu i próbujemy dalej spać. Namiot jest całkiem wygodny, ma łazienkę, nawet prysznic i klimatyzację! I dobrze tłumi odgłosy z zewnątrz. No i jest wifi hehe.

Średnio nam idzie dalsze spanie, ale dzielnie wstajemy o 5:45, po chwili przychodzą do nas dzieci i idziemy na wydmy na wschód słońca. Nad horyzontem jest pasmo chmur, więc trochę ten wschód oszukany, ale wydmy wyglądają ładnie w tym świetle.

Wracamy na śniadanie, większość ludzi to wycieczka, która czeka na transport, bo jadą dziś do Marakeszu (jakieś 10 h). My możemy jeszcze chwilę pomarudzić. Idziemy więc z powrotem na wydmy i Karolina z Wojtkiem próbują sandboardingu.

W końcu wracamy, nadal jest wcześnie, bo dopiero 8. Wycieczka odjeżdża pierwsza, potem po nas podjeżdża pickup, żeby nas zawieźć do naszego samochodu. Jedziemy na pace, co jest dodatkową atrakcją 🙂

Z Merzougi ruszamy na północny wschód. Widoki tradycyjnie mieszane.

Po 3 h dojeżdżamy do Wąwozu Todra. Droga prowadzi między wysokimi skałami, zostawiamy samochód i idziemy się przejść.

Ruszamy dalej i po godzinie jesteśmy w drugim wąwozie – Dades. Tu największą atrakcją są skały o nazwie Monkey Fingers i kanion jaki tworzą. Decydujemy się iść z lokalesem – przewodnikiem. Umawiamy się na trasę o długości przejścia 2 h i ruszamy. Trochę zaskskują nas klapki na nogach naszego Berbera, widocznie trasa będzie łatwa. Okazuje się, że nie do końca, tzn dajemy radę, ale kilka miejsc jest stromych, albo po kamieniach w wodzie, albo bardzo wąsko. Pan jest bardzo pomocny, zawsze służy swoją ręką i asekuruje nas. Jest zabawnie i świetnie się bawimy 🙂

Po 1h50 min jesteśmy na parkingu. Bardzo polecamy! I gorąco pozdrawiam moją trenerkę Dominikę, dzięki której na luzie przeszłam tę trasę 🙂

Jedziemy jeszcze na punkt widokowy, potem na obiadokolację (trafiamy bardzo pysznie!) i do naszego dzisiejszego lokalu. Gospodarz wita nas tradycyjną herbatą miętową, koniecznie nalewaną z góry, żeby zrobiła się pianka 🙂

O 20 jesteśmy już umordowani i to dobrze, bo jutro wczesna pobudka (choć nie aż tak jak dziś 🙂 ).