Park Narodowy Krka i Szybenik

Dziś bez większych luzów, śniadanie o 8, wymarsz 8:30. Nie ma lekko, samo się nie pozwiedza 😉
Godzinka w drodze i o 9:35 parkujemy w Skradin, gdzie znajduje się jedno z wejść do Parku Narodowego Krka. Kupujemy bilety i po chwili odpływamy statkiem w kierunku wodospadów Skradinski Buk, które są największą atrakcją parku.

Wysiadamy i przemierzamy wyznaczoną trasę po kładkach i ścieżkach pomiędzy wodospadami i jeziorkami. Jest ładnie, ale po Norwegii i Islandii żadne wodospady nie robią na nas większego wrażenia. Na koniec biegniemy do powrotnego statku, żeby zdążyć i nie czekać godziny na kolejny. Wsiadam jako ostatnia, uff 😉








Po powrocie do Skradin ruszamy na objazd dookoła parku, zjeżdżając jeszcze na różne punkty widokowe. Na pierwszy ogień idzie Vidikovac Krnici Gornji, czyli punkt widokowy z widokiem na zbieg rzek Krka i Čikola. Dojazd oczywiście jak na koniec świata, na szczęście normalni ludzie nie jeżdżą w takie miejsca, dzięki czemu nie musimy się z nikim mijać 😉 Widoczek ładny.


Jedziemy dalej, do punktu z widokiem na klasztor na wyspie Visovac.

Kolejny punkt to Educational Walking Trail Roski Slap, czyli ścieżka z góry do wodospadu Roski. Nie schodzimy na sam dół, bo będziemy do wodospadu podjeżdżać samochodem, teraz idziemy tylko część trasy, żeby zobaczyć wodospad z góry. Ponieważ poziom wody nie jest zbyt wysoki, to i siła wodospadu mała, nie widać z góry spienionych kolejnych progów.




Wracamy do samochodu i zjeżdżamy na dół. W jeziorze, do którego wpada wodospad Roski można się wykąpać, z czego Karolina ochoczo korzysta. My odpoczywamy w cieniu. Z ciekawostek – jest tu restauracja, w której część stolików stoi na trasie wodospadu i siedząc przy nich ma się nogi w wodzie 🙂 Kelnerzy przynoszą dania w klapkach 🙂 Niestety nie było wolnych miejsc 🙂


Naszą wizytę w Parku Narodowym Krka kończymy punktem widokowym Vidikovac Rogovo, skąd pięknie widać rzekę Krka i jeziora. Aby dojechać najpierw pokonujemy kilka km wąziutkim asfaltem, potem 1,5 km żwirową dróżką i kolejny kilometr na piechotę. Już w czasie jazdy naszą uwagę zwracają czarne, suche sosny. Okazuje się, że ten przygnębiający krajobraz to pozostałości po ubiegłorocznym pożarze.




Plan na popołudnie to Szybenik. Jedziemy pół godzinki i jesteśmy na miejscu. Zdążyliśmy już zgłodnieć, więc zaczynamy od jedzenia. Trafiamy bardzo dobrze, więc najedzeni i usatysfakcjonowani ruszamy powłóczyć się po uliczkach starej części miasta. Są bardzo wąziutkie, pełne schodów i przeurocze.

















W drodze powrotnej panuje już pełna zmęczenia cisza, więc kiedy o 20.30 dojeżdżamy do domu, rezygnujemy z wczorajszych planów spędzenia wieczoru na zadarskiej starówce 🙂 Po prostu nie mamy już siły 😉