Dziś zaczynamy od śniadania „na mieście”. W naszej dubrownikowej dzielnicy w sobotę o 8 rano jeszcze mało co jest czynne, ale znajdujemy jeden lokal z dobrymi opiniami. Okazuje się, że to knajpa hotelowa, załapujemy się więc na śniadanie typu bufet, jak to zwykle w hotelach.
Najedzeni, ruszamy powoli na północ. Dziś w planach półwysep Peljesač. Po drodze widoki bardzo zachęcające do kąpieli, ale odkładamy to na popołudnie.

Zaczynamy od miasteczka Ston. W Stonie są dwie główne atrakcje – mury obronne i saliny. Mury w Ston to najdłuższe zachowane mury obronne w Europie. Zostały zbudowane, żeby chronić cenny surowiec jakim była sól – produkowana tu już p.n.e.





Mury oglądamy tylko z daleka, ale do salin wchodzimy, żeby je zobaczyć. Oglądamy krótki film o tradycyjnej produkcji soli kiedyś i dziś (nic się nie zmieniło!), chodzimy między salinowymi basenami. Trochę nie do końca rozumiemy jak to działa, bo te płytkie na 20 cm baseny salinowe (jest ich tu 58), w których teoretycznie odparowuje woda, żeby została sama sól, są strasznie brudne. Pływają tu rybki, leżą jakieś martwe, są też inne żyjątka, jakieś rośliny, śmiecie. Trochę trudno sobie wyobrazić zbieranie soli z czegoś takiego. Hmmm. W tym roku sezon już się zakończył, był raczej kiepski, bo dużo (jak na Chorwację) padało, a przez to zaburza się produkcja. Normalnie odparowanie wody trwa 30-60 dni. W tym roku odparowano 180 ton soli, to dość mało jak na to miejsce.










Chodzimy jeszcze chwilę po niedużym miasteczku.








W okolicach Ston zbiera się też ostrygi.

Ze Ston jedziemy do miasteczka Orebič. Oczywiście położony u stóp gór, nad morzem. Idziemy na spacer wybrzeżem i jemy przepyszne lody w niepozornej lodziarni Oaza. Obsługa mówi tu podobno w każdym języku, obsługujący nas pan faktycznie bardzo swobodnie mówił do nas po polsku 🙂









Z Orebiča jedziemy zaliczyć ostatnią kąpiel w Adriatyku, na plażę Divna. Słońce chowa się co prawda za górą zaraz po tym jak się rozkładamy, ale cień jest tylko na plaży, woda nadal jest w słońcu.

Kąpiemy się, snurkujemy i w końcu o 17 ruszamy w prawdziwą podróż powrotną. Dziś tylko 4 h do Zadaru i nocleg. Trafiamy na lokal w totalnie imprezowej uliczce, więc zasypiamy w huku muzyki, ale już mi to nawet nie przeszkadza 🙂 Przed snem idziemy jeszcze powtórzyć pysznego gyrosa, którego jedliśmy tu kilka dni wcześniej.
Jutro już cały dzień w drodze, przed nami 1300 km. Z jednej strony szkoda, z drugiej – zobaczymy nasze koty!!! 🙂