Magiczne Étretat

Udało nam się dziś wyruszyć o 9.30. Po drodze w Belgii mijaliśmy kanał, na którym działają windy śluzowe – statki, pokonując różnicę poziomów 74 m, przemieszczają się 4 windami. Teraz nie mamy czasu, ale musimy tu kiedyś wrócić i przepłynąć się tym kanałem! 
Tankujemy, jemy na stacji rogaliki na szybkie śniadanie i przed 11 wjeżdżamy do Francji. 


O 14 dojeżdżamy do Étretat, parkujemy na dużym parkingu przed miastem i idziemy do centrum. W miasteczku całkiem spory ruch, chyba dlatego, że jest niedziela, a to faktycznie urocze miejsce na weekendowy, jednodniowy wypad. 
Ètretat jest niedużą wioską wciśniętą pomiędzy dwa klify. Klify są piękne, robią wrażenie. Wybieramy zachodni, czyli Falaise d’Aval, wzdłuż bardzo kamienistej plaży idziemy w jego stronę i ruszamy pod górę. Widoki z klifu na miasteczko i drugi klif magiczne! 





Po zejściu z powrotem do Étretat nie mamy już siły na wejście na drugi klif, postanawiamy udać się tam rano. Karolina się kąpie, my chilloutujemy na kamieniach. 🙂 Jest właśnie odpływ, więc plaża szeroka.  

O 18:30 ruszamy na parking, po drodze buszując jeszcze po sklepikach. Kupujemy 2 bagietki na kolację, zanim dochodzimy do samochodu to mamy już tylko 3/4. 🙂 

I tu zaczynają się schody związane ze spontanicznym życiem kempingowym. 😉 Jedyny kemping w Étretat wywiesił kartkę „complet”. Odpalamy Google Maps, wyszukujemy kempingi w okolicy i rozpoczynamy poszukiwania. Pierwszy – complet, drugi – istnieje tylko w GM, trzeci – complet, czwarty – kiedyś był, ale już nie działa. Nie zrażamy się niepowodzeniami, wyluzowani szukamy dalej. Za piątym podejściem trafiamy na kompletne odludzie (przez kilka km droga na 1 samochód, mijamy się wjeżdżając na pole 🙂 ), a tam na nieduży rodzinny kemping. Bez luksusów, ale jest sympatyczny, ma wszystko czego nam trzeba. 

O 20.40 przystępujemy do rozbijania obozowiska. 🙂 

Namiot jakoś nam idzie, nie mamy tylko koncepcji na materace (mamy 2 pojedyńcze i 1 podwójny). Wszystkie się nie mieszczą, podwójny i pojedyńczy to za mało, zostaje szeroka dziura. 🙂 W końcu pompujemy go do połowy, wciskamy z boku w tę dziurę i robi się z niego poduszka – będziemy spać w poprzek. 

Małe kłopoty z nową kuchenką, ale udaje nam się zagotować wodę i wypić herbatę. Na kolację wg dzieci – dziwne ogórki kiszone, wyschnięta bagietka (nadgryziona z obu końców bo piętki najlepsze zdążyła wyschnąć przez 2 h), gumowate kabanosy, na szczęście sytuację ratują zupki z proszku. 😉 

Dziś tylko dwójka z nas się wykąpie, bo pani w recepcji nie miała więcej żetonów do prysznica. 🙂 Pozostała dwójka – jutro. 🙂

Wniosek na dalszą część urlopu – chyba trzeba rezerwować kempingi. 🙂

Jest bosko!!

3 komentarze

  1. fajnie tak, i od razu z przygodami …:-) jakby było za prosto to by było nudno, a tak … :-)))

  2. A może trzeba było wejść na 2 klif i wtedy zasnęlibyście ze zmęczenia i bez materacy:)
    Widoki z klifu urzekające (przypomniały mi się wakacje w Portugalii). Kibicujemy …

Comments are closed.