W stronę Bretanii…

Budzimy się przed 9. Pada, nie ma po co wstawać. Już wiemy, że czeka nas zwijanie mokrego namiotu. Dziś przed nami jakieś 2,5 h jazdy, z przerwą w miasteczku Honfleur u ujścia Sekwany. Póki co, jesteśmy jeszcze w Normandii, dopiero dziś dotrzemy do granicy Normandii z Bretanią, do Mont Saint-Michel. To drugie we Francji pod względem popularności turystycznej miejsce po Paryżu, więc spodziewamy się tłumów. Nie bardzo to lubimy, ale być w Bretanii i nie zobaczyć Mont Saint-Michel – to nie wchodzi w grę.

Skandalicznie długo zwijamy obozowisko, dopiero po 12 ruszamy z kempingu. Koniecznie musimy usprawnić ten proces. 🙂 Jedyny plus tego guzdrania się to suchy namiot. 🙂

W związku z późnym startem i planami towarzyskimi na popołudnie, odpuszczamy z żalem drugi klif i ruszamy do Honfleur. Zatrzymujemy się na chwilę tuż przed mostem Pont du Normandie, ogromnym, wantowym mostem, o długości 2 km i wysokości przęseł 215 m. Droga jest zawieszona na wysokości 20 piętra. 


Przejeżdżamy i za chwilę jesteśmy w miasteczku. Spacerek po Honfleur, wokół klimatycznego starego portu, szybki obiad i pyszne lody. 



Mają tu nawet „Honfleur Eye” – jesteśmy świeżo po Londynie, więc mamy sentyment. 🙂 Kuszą urocze sklepiki, ale przez poranną obsuwkę nie mamy czasu, bo jesteśmy umówieni na wieczór. O 15:30 ruszamy do Mont Saint-Michel. 2,5 h w drodze i jesteśmy. Nauczeni wczorajszym doświadczeniem napisaliśmy maila z rezerwacją do recepcji kempingu, niestety nie odpisują. Kemping mieści się tuż przy wjeździe na Mont Sant-Michel i dostęp tam mają tylko pojazdy uprawnione, trzeba znać kod otwierający szlaban. Z krótkiej kolejki dzwonimy więc na kemping, dostajemy kod i wjeżdżamy. Miejsce super, nie da się już bliżej, totalne burżujstwo. 🙂 I to na dodatek na dwie noce, co za luksus, nie musimy jutro zwijać namiotu!

Szybko się rozbijamy, czekając na odwiedziny. Jesteśmy umówieni z pewną francuską rodziną, która jedzie do nas z Cherbourga (2 h w jedną stronę). To mój korespondencyjny znajomy sprzed 22-23 lat, którego nigdy nie widziałam na oczy. Pisaliśmy do siebie listy przez jakiś czas, poznaliśmy się przez telegazetę Cartoon Network. 🙂 Planując podróż po Bretanii, przypomniałam to sobie, znalazłam Gilberta na Facebooku i napisałam do niego. Pamiętał mnie, odświeżyliśmy kontakt i umówiliśmy się na dziś. Było śmiesznie i bardzo sympatycznie. Następne spotkanie w Polsce, mam nadzieję, że szybciej niż za 20 lat. :):)


Po spotkaniu wracamy na kemping, robimy kolację, a zaraz jak się ściemni wybieramy się jeszcze na spacer zobaczyć podświetlone Mont Saint-Michel!

Jutro cały dzień eksplorujemy to cudo, wymarsz o 8 rano, bo o 9.20 ma być maksymalny przypływ i świetny widok z góry! Miejsce bardzo klimatyczne, na pewno będzie super!

2 komentarze

  1. Zamek podobny do tego z filmu „Wakacje z duchami” 🙂 , a spotkanie faktycznie niecodzienne…

Comments are closed.