Ciężko nam się dziś wstaje, bo wczoraj o 24 skończyliśmy spacer. No, ale nikt nie mówił, że będzie lekko. 🙂 Na wczesnym wyjściu zależy nam z trzech powodów. Po pierwsze, z powodu maksymalnego przypływu o 9.20. Po drugie – wg prognozy pogody od 16 ma padać. Po trzecie – liczymy na to, że normalni ludzie w wakacje o tej porze śpią i będzie mniejszy tłum. Naczytaliśmy się o tłoku w uliczkach, o dwugodzinnych kolejkach do wejścia do opactwa i choć częściowo chcemy tego uniknąć. Po drodze jemy jeszcze szybkie śniadanie przed sklepem i wsiadamy do autobusu. Niecałe 10 minut i jesteśmy na miejscu.

Od razu kierujemy się wąskimi uliczkami do wejścia do klasztoru i jesteśmy mile zaskoczeni, bo kolejka na 5 minut. Wchodzimy i ruszamy zgodnie z kierunkiem zwiedzania. Dość szybko trafiamy na taras widokowy, z którego chcieliśmy zobaczyć przypływ. Jest 9.18! To się nazywa punktualność! 😉 Robimy zdjęcia i idziemy dalej.

Kiedy 35 minut później wyglądamy znowu, poziom wody jest już widocznie niższy, cieszymy się więc tym bardziej, że udało nam się zdążyć. Różnica w poziomie wody podczas przypływu i odpływu jest tu bardzo duża, 11-14 m (w zależności od dnia), więc każde pół godziny jest widoczne.
Po wyjściu z opactwa idziemy murami i podziwiamy widoki na zatokę, zgodnie z wczorajszą zachętą Geraldine i Gilberta.



Przed południem siadamy na drugie śniadanie. Chłopaki są zmęczeni, więc po jedzeniu wracają na kemping, a my z Karoliną snujemy się jeszcze 2 h po schodkach i uliczkach. Kiedy wracamy, jest już tylko godzina na maksymalnego odpływu i niski poziom wody.

Wracamy na kemping i zarządzamy relaks – ostatnio tempo mamy duże i wszyscy potrzebują chwili lenistwa. Śpimy, czytamy, internetujemy 🙂 Wbrew prognozom, kropić zaczyna dopiero po 20.
Jutro jedziemy dalej. 🙂
Mont Saint -Michel też jest na mojej liście miejsc do odwiedzenia, przetarliście szlak to będzie łatwiej …:-)
Na zdjęciu to chyba winda dla brzuchatych mnichów, co by się nie przemęczali chodzeniem 🙂 ?
no mówiłam załóż okulary co by lepiej widzieć ! 🙂