Ostrygi w Cancale i plaża w Saint-Malo

Wstajemy wyspani, w końcu. Wolne popołudnie, wczesne pójście spać i od razu lepiej. 🙂 Z tym wczesnym chodzeniem spać nie jest łatwo, bo zachód Słońca jest tu później niż u nas i ciemno robi się dopiero koło 23. Zasnąć w namiocie, kiedy jest jasno i dookoła chodzą ludzie – to nie takie proste. 🙂

Dziś ruszamy na zachód. Nasz plan podróży zakłada objechanie całego Półwyspu Bretońskiego – teraz północnym wybrzeżem, powrót – południowym. Nie wiem czy damy radę zobaczyć wszystko co byśmy chcieli, bo program napięty, spokojnie byśmy tu mogli zostać 4 tygodnie i byłoby co robić. Dużo zależy też od pogody. Na razie prognozy mało przyjazne, na szczęście nie do końca się sprawdzają i jeśli pada, to tylko w nocy. Upałów nie ma, max 20 C, ale to akurat nie problem. Dzieci wykąpią się przy każdej temperaturze ;), my wolimy 20 C niż 35 C, więc nie narzekamy.

Drugie zwijanie obozu idzie nam sprawniej i po 1,5 h, czyli o 10:30 jesteśmy po śniadaniu, spakowani i gotowi do wyjazdu. Rzucamy jeszcze okiem na wyspę Mont Saint-Michel, ale ledwo ją widać, wszystko jest szare, bo kropi. Dobrze, że zwiedziliśmy ją wczoraj!

Niecała godzinka i jesteśmy w Cancale – stolicy ostryg. Trafiamy na wypadek, który zmusza nas do objazdu, dzięki czemu odkrywamy Farmę Ostryg. Na razie ją mijamy i jedziemy pochodzić po centrum miasteczka.

Zaczyna się odpływ i powoli odsłania kolejne partie plaży – pełne muszli o różnych kształtach! Pewnie za kilka dni nam spowszednieją, na razie jesteśmy zafascynowani i wyszukujemy co ciekawsze okazy.

Na małym targu oglądamy stoiska z ostrygami, przyglądając się im nieufnie. 😉

W końcu plażą idziemy na Farmę Ostryg i okazuje się, że akurat za 25 minut rusza oprowadzanie po angielsku, jedyne w ciągu dnia. Wchodzimy, oglądamy piękną kolekcję muszli, około 1500 różnych gatunków!

Następnie słuchamy krótkiego wykładu na temat historii połowu ostryg, oglądamy film i idziemy zobaczyć jak to wszystko dzieje się na żywo – mycie ostryg, sprawdzanie czy są żywe, sortowanie wg rozmiarów, moczenie ich przed zapakowaniem.

Na koniec degustacja – tylko Łukasz jest na tyle odważny, żeby spróbować surowej ostrygi. Świeżutkiej, prosto z morza! 🙂

O 15 ruszamy dalej, do Saint-Malo. Przypadkiem parkujemy przy samiutkiej plaży – pięknej i ogromnej. Odpływ jeszcze odsłonił przybrzeżne skały, więc młode Sadalszczaki skaczą jak kozice, wyszukując kraby i inne żyjątka uwięzione w skalistych basenach.

W końcu udaje nam się ich wyciągnąć na spacer po starych murach miejskich. Widoki super, dzieci wypatrują przy kolejnej plaży kąpielisko i zarządzają powrót do samochodu, żeby się przebrać. Wojtek już na miejscu rezygnuje z kąpieli z powodu zimnej wody, Karolina twardo się zanurza i skacze z wieży. Zimno mi na sam widok, bo jest może 18-19 C, wolę nie myśleć ile ma woda. 🙂

Po kąpieli jeszcze krótki spacer po starej części Saint-Malo, sklepiki, stragany malarzy, nawet jakaś tańcząca parada i z lekkim niedosytem wyjeżdżamy.

Jest już 19, a my musimy jeszcze koniecznie zrobić jakieś większe zakupy spożywcze i znaleźć kemping jakieś 30 km dalej. Wszystko idzie gładko, kemping trafiamy za pierwszym strzałem, bardzo milutki, z boiskiem i plażą. Kolacja na kocu w postaci świeżych bagietek z serem albo łososiem, do tego owoce i wszyscy usatysfakcjonowani. 🙂 Jak to czasem niewiele człowiekowi potrzeba. 🙂

2 komentarze

  1. Czytam oczywiście z 1-dniowym opóźnieniem :). Zakładam, że dzisiaj Łukasz nie miał kłopotów żołądkowych, a Karolinka kataru po kąpieli…
    Na działce są ślimaki – ciekawe czy smakują tak jak francuskie małże ?

Comments are closed.