Côte de Granit Rose

Wykluwamy się powoli, bo dziś luźniejszy dzień w planach – trzy punkty widokowe na Côte de Granit Rose (czyli Wybrzeżu Różowego Granitu) i łącznie jakieś 1,5 h drogi. Rano, zgodnie z zapowiedzią, odwiedza nas właściciel kempingu z rachunkiem – to na razie najtańszy nocleg, tylko 17 euro (za wszystkich). No, ale cena adekwatna do jakości. 😉

Karolina śpi do 10, więc w końcu ją budzimy i o 11:30 udaje nam się wyjechać. Na chwilę zatrzymujemy się w Lézardrieux, bo ukwiecony rynek nie pozwala nam tak po prostu przejechać dalej.

Zaliczamy jeszcze szybkie zakupy, żeby mieć coś na drogę i za pół h jesteśmy przy Sillon de Talbert – dłuuuuugiej grobli na morzu. Miłe miejsce na spacer, ale nie oszałamia. 😉

Po krótkim spacerze ruszamy dalej – jedziemy do Plougrescant, żeby zobaczyć domek wciśnięty między dwie skały. Obok są świetne skały do wspinania się – dzieci skaczą jak kozice, a ja dostaję nerwicy, że pospadają.

Trzecim punktem ma być dziś latarnia morska w Ploumanac’h. Po drodze przejeżdżamy przez Perros-Guirec i od razu widać, że to wakacyjna okolica – stoimy w korku.

Kiedy dojeżdżamy w końcu na parking przy latarni, nie ma miejsca. Szukamy innego, przypadkiem trafiamy na kemping, okazuje się, że zostało ostatnie wolne miejsce. Bierzemy i na wycieczkę do latarni zamierzamy pójść już z kempingu. Jest dopiero po 16, więc mamy czas. Kemping jest ogromny, pięciogwiazdkowy, z kompleksem basenów i zjeżdżalniami, więc młodzież w euforii. 🙂 Place zabaw, sklepy, kino, bary (z darmowym wifi! ;)), knajpki, super łazienki. Po krótkiej naradzie decydujemy się odpuścić planowaną na poniedziałek wycieczkę na wyspę Ouessant i zostać tu na dwie noce. Jutro zatem lenistwo i szaleństwo na basenach. Bo wątpię, żeby udało się przekonać dzieciaki do opuszczenia kempingu. 😉 Dobrze, że basen czynny od 10:30, nie grozi nam, że nas zerwą o 7. 😉

Do 19 (czyli do zamknięcia) trwają szaleństwa na basenach, jemy obiadokolację i idziemy na spacer. Chłopaki wracają po pół h, ja z Karoliną dopiero po 22 – dochodzimy do latarni, robimy zdjęcia na gigantycznych kamieniach różowego granitu (w zachodzącym słońcu wyglądają bardziej na pomarańczowe).

Wracamy padnięte i nie mam już nawet siły na pójście do baru i opublikowanie wpisu na blogu.

2 komentarze

  1. Dzieciaki na skałach – b. fajne zdjęcia. A te skały to w ogóle jakaś wersja XXXL chyba dla jakiegoś olbrzyma. Może stąd jest przypływ, że jak taki wskoczy do wody to poziom się podnosi 🙂 To ostatnie zdjęcie – dla mnie magiczne…

    1. Tak, są gigantyczne, na żywo robią wrażenie! Niektóre są jak nasz dom! Chyba to miejsce do tej pory podoba mi się najbardziej!

Comments are closed.