Rozpusta w Ploumanac’h

Próbujemy spać ile się da, co nie jest proste, bo całą noc nasz sąsiad z namiotu obok potwornie chrapał. Naprawdę, nigdy nie słyszałam czegoś takiego, jakby przejeżdżał motor bez tłumika. Karolina w środku nocy przenosi się do samochodu. 🙂 Sąsiad do tego naprawdę jest chyba mocno niewyspany, bo spał od 18 (z krótką przerwą koło 23) i wstał po 13.
Mamy dziś przez to bardzo długi rozbieg i przyjemnościom oddajemy się dopiero od 13. Każdy robi to co lubi – dzieci do 19 siedzą w wodzie (Karolina nie zważa nawet na zdarte wczoraj ręce i skręconą kostkę), Łukasz 2 h biega, resztę czasu szaleje z dziećmi na basenach, ja idę na 3,5 h spacer wybrzeżem z aparatem (częściowo wczorajszą trasą, później jeszcze dalej), a o 17.30 dołączam do rodziny i też szaleję na basenach. Tak, tak, woda jest tak ciepła, że nawet ja dałam się skusić i zjeżdżałam na zjeżdżalniach, co naprawdę zdarza się baaaardzo rzadko. 🙂

Po tych szaleństwach jemy pieczonego kurczaka, którego zamówiliśmy sobie w południe, a wieczorem w barze emocjonujemy się udziałem w quizzie – niestety nie wygraliśmy. 😉

2 komentarze

  1. No właśnie dlatego my od jakiegoś czasu bierzemy kwatery, w których są przynajmniej 2 pokoje, chociaż i tak może być słychać „chrapacza z zewnątrz”, jak w Waszym przypadku. Cieszymy się, że pogoda Wam dopisuje i że codziennie macie atrakcje. Skałki są „the best” – na pierwszym zdjęciu powyżej fajnie to wyszło – takie „wymieszanie proporcji”, jakbym to na własny użytek nazwał…

  2. Na temat chrapania mogę książkę napisać, na szczęście atrakcje i widoki rekompensują te drobne niedogodności 🙂 A na zjeżdżalnie pewnie i ja bym się skusiła :-))) Raz się żyje !

Comments are closed.