Plage de Rêve, Meneham i Le Pont de Rohan

Karolina zarządza pobudkę o 8, bo chce jeszcze zdążyć na basen przed wyjazdem, a my postawiliśmy warunek, że wyjście na basen po złożeniu namiotu i śniadaniu. O 9:30 jesteśmy więc prawie spakowani i dzieci lecą się moczyć, a my kończymy zwijanie. O 10:30 wszyscy jesteśmy już w basenie i brykamy przez godzinę. Potem kąpiel i przebranie i o 12 ruszamy w dalszą drogę.

Do pierwszego punktu dziś mamy kawałek, jedziemy prawie 1,5 h. Wąskimi dróżkami dojeżdżamy do Plage de Rêve, czyli Plaży Marzeń. Jest piaszczysta, wciśnięta między skały, jak wiele plaż w Bretanii. Oczywiście, zupełnie niezgodnie z prognozami, dokładnie w chwili, kiedy dochodzimy do plaży, wychodzi słońce, choć od rana było zachmurzenie. 🙂 Jest pusto, chwilę tam zostajemy, robimy zdjęcia i ruszamy dalej.

Drugi punkt planu to Meneham – mała wioska zachowana w stanie z XIX wieku. Kilka kamiennych zabudowań, w nich rzemieślnicy i artyści sprzedający swoje wyroby. Miłe miejsce, ale większe wrażenie robi na nas pobliska plaża – na razie najładniejsza z tych, które widzieliśmy. Normalnie Malediwy. 😉

Pół h później jesteśmy już w Landerneau, żeby zobaczyć most mieszkalny Le Pont de Rohan – jeden z 6 w Europie, które wciąż są zamieszkałe. Pomiędzy dwoma rzędami zabudowań przechodzi się wśród knajpek i sklepików. Most nie jest duży, bo i rzeka niezbyt szeroka, a czasem nie ma jej wcale – wszystko zależy od pływów morskich.

W Landerneau jedziemy jeszcze na myjnię, bo po 2500 km jesteśmy już mocno przykurzeni, a następnie prosto na kemping do Plougastel-Dalouas, który wcześniej wyszukaliśmy. Nie umywa się do poprzedniego, ale jest też basen ze zjeżdżalniami, czynny do 20, więc dzieci ponad 2 h szaleją w wodzie. Ja idę na spacer po okolicy, bo ciekawa jestem mostu do Brestu, po drodze mijam hodowlę ostryg.

Wieczorem powtórka z pieczonego kurczaka i kolejny dzień za nami. Mamy wrażenie, że jesteśmy tu już z miesiąc!

One comment

  1. Malediwy i Karolinka latająca nad plażą 🙂
    Fajne mają też rękodzieło – te dwa wpasowane w siebie koty wymogłyby konkurować z wyrobami taty Kasi Ramotowskiej…

Comments are closed.