Półwysep Crozon

Wszyscy śpimy dziś kiepsko, jakby brakowało nam chrapania w namiocie obok. 😉

Lukasz o 8.30 wraca z zakupami na śniadanie, więc trzeba wstać. Bagietki jeszcze ciepłe, na pocieszenie. Wczoraj wg prognozy miała być dziś burza, ale dzisiejsze przewidywania pogodowe są łaskawsze – słońce i 27 C. Zaglądam na mapę burz i widzę, że jesteśmy farciarzami – nad cały Półwysep Bretoński nadciąga front burzowy, tylko jego koniec jest dokładnie pomiędzy dwoma burzami – i my tu właśnie jesteśmy. 🙂

O 10 ruszamy na podbój Półwyspu Crozon. Zaczynamy od Morgat.

Najpierw kierujemy się do portu, gdzie kupujemy bilety na wycieczkę łódką do grot. W okolicy Morgat jest ich sporo, wybrzeże jest klifowe, a w nim różne jaskinie. Snujemy się krótko po miasteczku, a o 12:30 wypływamy na godzinną wyprawę, wpływamy do 3 grot, ostatnia jest najładniejsza.

Z Morgat jedziemy zajrzeć na Plage de la Palue, nie schodzimy na dół, tylko patrzymy z góry – to pierwsza plaża nad Atlantykiem.

Do plaży idzie się ścieżką z maleńkiej wioski Kerdreux, w której znowu zachwycają nas kamienne domki z kwiatami dookoła i kolorowymi wykończeniami.

Z plaży jedziemy chwilę na Cap de la Chèvre, czyli Kozi Przylądek. Nie wzbudza naszego zachwytu, bo niewiele widać, ścieżka biegnie w pewnej odległości od brzegu, bo poprzednia, tuż przy nim niestety zaczęła się obsuwać.

Z południowego końca Półwyspu Crozon kierujemy się do Camaret sur Mer. Podobnie jak w Morgat, główne życie toczy się w okolicach portu.

Oprócz jachtów, w porcie stoją bardzo stare wysłużone statki – jak miło, że staruszki mogą nadal uczestniczyć w portowym życiu, choć od wieeelu lat muszą już być na emeryturze. 🙂

Na nabrzeżu jest też kapliczka o marynistycznym wnętrzu.

Trochę w bok od nabrzeża znajdujemy dzielnicę artystów – z uroczymi galeriami i sklepikami.

Zaraz obok portu ciągnie się ładna plaża, a wzdłuż wybrzeża knajpki z owocami morza i naleśnikami. Zasiadamy w jednej z nich na późny obiad. Potem już ruszamy w godzinną drogę powrotną na ten sam kemping, bo dzieci chcą jeszcze pokąpać się w basenie.

Wieczór w barze i na kocyku. 🙂 Jutro kolejne atrakcje.

One comment

  1. No Wy chyba faktycznie pogodę ze sobą ciągniecie 😉
    Plage de la Palue to jak widzę wykapana plaża w Sobieszewie – tylko tam nie było takiej skałki w morzu 🙂 A patrząc na te ich domki, kwiaty i w ogóle otoczenie to można chyba bardziej zrozumieć francuskiego artystycznego ducha.
    No i chyba wszędzie baseny mają, coby dzieci się nie nudziły…

Comments are closed.