Dziś pobijamy rekord i o 9:15 wyjeżdżamy z kempingu! Po śniadaniu i zwinięciu obozowiska!! Dzięki temu już o 10:30 jesteśmy w Carnac – największym (kilka tysięcy sztuk) w Europie skupisku megalitów, starszym niż Stonehenge i piramidy egipskie. I całe szczęście, bo pół h później nie ma już gdzie zaparkować. Megality, zgromadzone w 3 skupiskach na przestrzeni 4 km, można oglądać na kilka sposobów – albo samemu, albo ze specjalnego autobusu, albo turystycznej kolejki, albo z przewodnikiem – wtedy można wejść za ogrodzenie, między menhiry. Ostatnia opcja jest najtańsza, ale wyłącznie po francusku, po angielsku tylko raz na kilka dni, akurat nie dziś. Decydujemy się na kolejkę, wycieczka trwa 50 min i na pokładzie jest audioguide po polsku!! To zaskakujące, zważywszy na liczbę polskich turystów, przez całe 2 tygodnie nie spotkaliśmy nikogo z Polski!!!! Raz w Mont Saint-Michel widzieliśmy polski autokar i to wszystko.








Po przejażdżce jedziemy jeszcze samochodem wzdłuż megalitów, żeby zrobić zdjęcia, a następnie kierujemy się na Półwysep Quiberon, żeby obejrzeć Côte Sauvage, czyli Dzikie Wybrzeże. Półwysep w najwęższym miejscu ma tylko 22 metry szerokości, po obu stronach widać wodę – z jednej strony spokojniejszą, z drugiej burzliwy ocean. Jedziemy na koniec wschodnim, spokojnym brzegiem, wracamy zachodnim – Dzikim Wybrzeżem. Wieje porządnie, wielkie fale roztrzaskują się z hukiem o skały, rzeczywiście jest dziko.







Z Quiberon jedziemy na kemping, mamy zamiar się rozstawić i pojechać jeszcze do Vannes. Jednak kiedy dojeżdżamy o 15:30 na miejsce, jesteśmy zmęczeni i odpuszczamy. Dzieci tradycyjnie lecą na basen, a my idziemy spać.
Wstajemy o 18, robimy obiadokolację i idziemy jeszcze do baru na kawę i smoothie. Wieczorem leje mocno przez 1,5 h – jakby pogoda po dwóch tygodniach wstrzymywania deszczu, abyśmy mogli zwiedzić Bretanię, w końcu wylała cały deszcz (korzystając z tego, że zrezygnowaliśmy z wycieczki)!!!! Na koniec, przed 22, jeszcze pokazuje się tęcza!
No właśnie – i to jest cywilizacja (mam na myśli ten audioguide po polsku) ! Przypomniało mi się, że jak byliśmy we Francji w górskim rejonie w okolicach Annecy, to raz byliśmy zaskoczeni, że (i to nie było w mieście) mieli dla turystów informatory również po polsku. I w ogóle to ich bonjour było takie inne niż mechaniczne „dzień dobry” słyszane codziennie jak się wchodzi np. do sklepu Mokpol 🙁
Ze zdjęć b. mi się podoba ta”pocztówka”, na której jest właściwie wszystko, i to w odpowiedniej proporcji i perspektywie. Ciekawe, kto mieszka w domku z czerwonym dachem – może mer ? 🙂