Wstajemy o 8, szybko się pakujemy i o 8.45 jesteśmy już na dworcu kolejowym w Faro. W dworcowej kawiarence jemy szybkie śniadanie i o 9 stawiamy się na peronie 3 w oczekiwaniu na pociąg do Lagos. Na razie chmury na niebie i nie za ciepło. Mamy nadzieję, że się przejaśni, bo na 2 dni zdecydowałyśmy się nie brać nic cieplejszego – wszystkie nasze rzeczy zostały w hostelu, ze sobą mamy tylko to, co absolutnie niezbędne na jedną noc.



Chwila konsternacji, bo pociąg, nie dość, że spóźniony, to przyjeżdża nie z tej strony, z której się spodziewałyśmy. Upewniamy się czy to właściwy i wsiadamy. Uspokajamy się szybko, bo rusza z powrotem, czyli w tę stronę, w którą powinien.
Karolina 1,5 h drogi nadrabia zaległości w spaniu, ja przyglądam się Portugalii przez okno. W końcu o 11 jesteśmy na miejscu.
Lagos robi na nas od razu miłe wrażenie. Najpierw trafiamy do mariny.


Przechodzimy przez otwierany most, akurat tuż przed nami otwiera się dla statków i jachtów, więc 10 minut czekamy i obserwujemy okolicę.
Pierwotnie miałyśmy zacząć pobyt w Lagos od wycieczki łódką wzdłuż klifów, ale decydujemy się to przełożyć na następny ranek. Dziś niby się już wypogodziło, ale wciąż jest lekka mgiełka, która nie sprzyja robieniu zdjęć. Liczymy na to, że jutro jej nie będzie.
Robimy zakupy w Intermarché i jemy na ławce drugie śniadanie. Smarujemy się też kremem przeciwsłonecznym – po zeszłorocznej Fuercie chyba nigdy już o tym nie zapomnimy. Do tej pory, mimo, że minęło 14 miesięcy, nadal mam opalone podkolanówki 😉
Spacerkiem idziemy wzdłuż kanału prowadzącego z mariny do plaż i klifów – przyjemny deptak wzdłuż alei, knajpki, stoiska, taka przyjemna turystyczna komercja, na szczęście dość mało kiczowata i plastikowa. Po drodze trafiamy na fontanny 🙂





W końcu dochodzimy do pierwszej plaży – Praia da Batata. Idziemy górą, po klifie, mijając kolejne.







W końcu, na Praia Dona Ana decydujemy się rozłożyć w cieniu klifu i ochłodzić się w wodzie. Plażujemy 2 h, a na koniec jemy obiad w barze przy plaży. 


Po takiej regeneracji ruszamy w dalszą drogę po klifach. Boskie te plaże powciskane pomiędzy skały, same krajobrazy na górze klifów też miłe dla oka 🙂





Dochodzimy na koniec skalistego cypla Ponta da Piedade – do latarni morskiej.


Jest już 19:30, więc wracamy do centrum Lagos prostą, asfaltową drogą, żeby było szybciej. Staramy się iść cieniem, bo ja oczywiście mam znowu pieczone nóżki… Tym razem z tyłu 😉
Jesteśmy już porządnie zmęczone – przeszłyśmy dziś w słońcu 13 km. Lagos bardzo nam się podoba, mieszkamy na starówce, więc idziemy jeszcze wieczorem na szybką kolację. I padamy 🙂



