Drugi dzień w Lagos

Noc w Lagos umiarkowanie udana, gdyż mewy kompletnie nie przestrzegają ciszy nocnej, a zamknięcie okna grozi uduszeniem się 🙂 Na dodatek mając do wyboru wrzask mew albo duchotę każda z nas wybrała co innego, więc o 3 w nocy nastąpił konflikt interesów. Dobrze, że jestem starsza 😉

O 9.40 opuszczamy nasz pokój i kierujemy się do sklepu po śniadanie. Jemy na ławeczce przy deptaku – tak samo jak wczoraj.

Następnie udajemy się na rekonesans w sprawie wycieczki łódką do klifów i grot. Druga oferta nam się podoba, pan oferuje nam last minute na wyprawę o 10:30 (jest 10:15) w cenie 10 euro za mnie (zamiast 25) i 7,5 za Karolinę (zamiast 10). Idziemy szybko na nabrzeże, gdzie czeka na nas Barco do Amor. Sternik usadza nas na samym dziobie, więc nie dość, że płyniemy za pół ceny, to jeszcze mamy najlepsze miejsca.

Wycieczka super – od strony wody widzimy wszystkie klify i plaże, które poprzedniego dnia oglądałyśmy z góry.

Mijamy też naszą plażę Praia Dona Ana na której wczoraj spędziłyśmy miło czas.

Dodatkowo wpływamy do wszystkich możliwych grot, szacun dla pana za manewrowanie łódką. 🙂 Przepływamy też pod różnymi skalnymi łukami.

Godzinka mija szybko i wracamy do centrum. Decydujemy się zrezygnować z Portimão i zostać do 17 w Lagos. Snujemy się wąskimi uliczkami, chilloutujemy w cieniu zamku, a w końcu o 15 idziemy na obiad. Po obiedzie próbujemy jeszcze zajrzeć na plażę Meia Praia, ale w końcu poddajemy się, bo trzeba przejść więcej niż nam się wydawało, a nie możemy spóźnić się na pociąg.

Do Faro dojeżdżamy o 19. W porcie odkrywamy bardzo dziwne żyjątka, poruszające się falistym ruchem. Całkiem spore, z 15-20 cm! Musimy koniecznie wytropić co to jest!!

Rozczulają nas też mieszkające na kościele bociany 🙂

Portugalczycy żyją mundialem, na głównym placu w Faro stoi wielki ekran, mnóstwo krzesełek i odbywa się wspólne oglądanie każdego meczu. Telewizory wystawione w każdym lokalu. Już czekamy na mecze Polski i Portugalii oczywiście!!!

Do pokoju wracamy już baaardzo powolnym krokiem, robimy jeszcze zakupy w Lidlu i resztę wieczoru spędzamy już w hostelu.

Jutro czeka nas zmiana lokalu, a wieczorem dołączą do nas Kasia i Kuba!!! Czekamy!!

One comment

  1. Miło zobaczyć znajome klify 🙂 Życzymy udanego dalszego pobytu i pogody (bo u nas trochę zimnawo się zrobiło).
    Mam nadzieję, że na ostatnim zdjęciu to nie są Wasze kwatery 🙂 Przy okazji polecam portugalskie sardynki z rusztu…

Comments are closed.