Pobudka o 8, 40 minut później wychodzimy spakowane. Idziemy z walizkami do nowej lokalizacji – dziś przeprowadzamy się do apartamentu, w którym będziemy już we czwórkę. Dostajemy klucze, zostawiamy bagaże i ruszamy na wycieczkę. Dziś w planach Tavira. Jedziemy pociągiem oczywiście.
Wizytę w Tavirze zaczynamy od Lidla, bo akurat jest przy stacji. Później idziemy do centrum.








Właśnie trwają przygotowania do jakiejś imprezy – dekoracje są bardzo kolorowe, rozkładana jest też scena.



Oglądamy most Ponta Romana, a następnie zmierzamy do przystani promowej.






Prom (całe 4 euro za nas dwie w obie strony) w 15 minut zabiera nas na wyspę Ilha de Tavira. Tam kierujemy się na plażę.




Ze względu na mocno czerwony odcień mojej skóry w niektórych miejscach decydujemy się zaszaleć i wynajmujemy chillout room – z zacieniającym daszkiem i dwoma leżakami. Przez prawie 3 h leniuchujemy!

Woda w oceanie cieplutka, nawet ja wchodzę 🙂 Fale chwilami mocno bujają, chyba mam coś z błędnikiem, bo bujam się jeszcze z 10 minut na leżaku. Idziemy na całość i nawet obiadek bierzemy take away i jemy w naszym plażowym pokoiku. Rozpusta!



O 17.05 mamy powrotny pociąg do Faro, więc celujemy w prom z wyspy do Taviry o 16 (są co godzinę). Kiedy przychodzimy do przystani naszym oczom ukazuje się baaaaaardzo długa kolejka i już wiemy, że o 16 raczej się nie zabierzemy. Chwila konsternacji i decydujemy się popłynąć innym promem, nie do Taviry, tylko do Quatro Aguas – właśnie odpływa, uznają nam nawet nasze powrotne bilety. Stamtąd trzeba dojść jakieś 40 minut, ale co to dla nas 🙂 A tylko w ten sposób zdążymy na pociąg. Następny za 3 h (niedziela).
Spacer w słońcu trochę męczący, ale ciekawy – idziemy pomiędzy salinami, rozlewiskami Farmosy, oglądamy kraby, czaple i flamingi.



Docieramy na czas, w Faro wysiadamy o 17.40. Idziemy do pokoju zostawić rzeczy z całego dnia i chwilę odsapnąć. A na 19 idziemy na główny plac koło portu, czyli do strefy kibica. Po pierwszej połowie dla ukojenia nerwów kupuję drinka, do którego dostaję gratis… kapelusz 🙂

Po trzecim golu Kolumbii rezygnujemy z dalszego oglądania.






Idziemy kupić wodę i na ławeczce w porcie czekamy na lądujący samolot EasyJet z Kasią i Kubą na pokładzie. A później już czekamy na nich w pokoju 🙂 Nareszcie!!
Wieczorem jeszcze we czwórkę wychodzimy na kolację 🙂 Będzie wesoło!