Wstajemy przed 8, a tu chmury! Przed 9 siedzimy już w pociągu do Olhao. Szybciutko dojeżdżamy i zaczynamy od śniadania.

Po śniadaniu idziemy do przystani promowej i grzecznie ustawiamy się w kolejce do promu na wyspę Ilha de Culatra. W oczekiwaniu młodzież poszukuje krabów.




Po dopłynięciu kierujemy się na plażę i już w pełnym słońcu idziemy nią 4 km do wioski Farol.






Po drodze zbieramy muszle, Karolina z Kubą obrzucają się glonami, ratują meduzę, kąpią się. Jest super, bo plaże prawie puste.





W Farol idziemy na obiad, który trochę nam się przedłuża, bo nikomu nie chce się wstać, słońce nas zmęczyło.


Farol jest urocze – składa się głównie z małych, białych domków z kolorowymi dodatkami.





Po obiedzie jeszcze szybka kąpiel w oceanie.





W końcu o 16 wsiadamy na prom, którym płyniemy prosto do Faro.

Kierujemy się do domu, żeby zostawić rzeczy i trochę się odświeżyć.
Karolina z Kubą dostają zadanie zrobienia zakupów na kolację i śniadanie, a my z Kasią jedziemy na lotnisko odebrać zarezerwowany samochód. Kolejka dłuuuuuga, formalności z małymi komplikacjami jeszcze dłuższe, ale udaje się. Zdążamy jeszcze wrócić na główny plac do Faro na końcówkę meczu Iran – Portugalia. Niestety nie jest nam dane zobaczyć jak Portugalczycy wiwatują, bo mecz kończy się remisem. A szkoda, bo na placu w strefie kibica tłum i wiele emocji.



Dzieciaki zaliczają w tym czasie jeszcze łowienie krabów 🙂
Po meczu idziemy jeszcze na lody, a potem już do pokoju. Dopiero wieczorem Kasia z Kubą czują jak mocno przypiekło ich słońce. My z Karoliną już zaprawione w bojach – też ze świeżą opalenizną, ale nic nas nie boli.
Idziemy wcześnie spać, bo jutro pobudka o 7. W końcu są wakacje 😉
Z atrakcji dodatkowych dzisiejszego dnia – Kuba znalazł w naszej umywalce jaszczurkę (gekona?). Uciekła do odpływu 🙂

Super czas. Dzieki za zdjecia. Odpoczywajcie. U nas pada kolejny dzien.
Ale Wam dobrze. Pozdrawiamy z deszczowych Katowic 🙂