Cabo da Roca i Cascais

Zgodnie z obietnicą daną reszcie – do końca wyjazdu nie nastawiamy budzika. Wstajemy więc dopiero przed 9. Jemy śniadanie, ogarniamy się i o 11:30 ruszamy na wycieczkę. Najpierw metrem na dworzec Cais do Sodre. Tam wsiadamy do pociągu do Cascais. Jedziemy niecałą godzinkę i wizytę w Cascais zaczynamy od lunchu. Następnie wsiadamy do autobusu 403, którym dojeżdżamy do głównego celu naszej dzisiejszej wyprawy, jakim jest przylądek Cabo da Roca – najbardziej na zachód wysunięty punkt Europy. Widoki bardzo ładne!

Zachęceni opisem w Internecie, idziemy na spacer w kierunku plaży Praia da Ursa. Żeby nie było za prosto, wybieramy drogę na skróty, co wiąże się z koniecznością przedzierania się przez lekkie chaszcze – na szczęście niewysokie, ale kłujące.

Po pół h spacerku widać z góry piękną plażę!! Dla mnie zdecydowanie nr 1 na tym wyjeździe!

Zejście jednak wzbudza nasz niepokój, bo nie dość, że do pokonania duża różnica wysokości, to jest bardzo stromo i ślisko miejscami z powodu piasku. Dzieciaki chcą się tam koniecznie wykąpać, ale zważywszy na trudne zejście i fakt, że mamy tylko pół litra wody na 4 osoby (a trzeba jeszcze wrócić mocno pod górkę) decydujemy z Kasią, że wracamy. Rozczarowanie ogromne i bunt, ale nie ma wyjścia. Dochodzimy z powrotem na Cabo da Roca i wracamy autobusem do Cascais.

W Cascais robimy spacer nabrzeżem w stronę formacji skalnej Boca do Inferno, czyli Brama Piekła. Nie powala, zwłaszcza, że jest już cała w cieniu.

Wracamy i kierujemy się jeszcze na plażę – czas na ostatnie szaleństwa w wodzie Kuby i Karoliny. Uprawiają akrobacje i coraz lepiej im idzie robienie piramidy.

Do powrotnego pociągu wsiadamy dopiero o 20:34. Po 21 wysiadamy w Lizbonie, podjeżdżamy metrem i idziemy jeszcze na kolację. Ulice pełne ludzi – dziś był mundialowy mecz Portugalia – Urugwaj. Niestety drugi raz nie było nam dane dzielenie radości Portugalczyków – przegrali i wracają do domu. Szkooooda!

My też wracamy do apartamentu – jest już prawie 23 🙂 To był nasz ostatni dzień razem – jutro Kasia i Kuba wracają do domu. Buuuuu!