Meteory o świcie i popołudnie w Atenach

Kiedy w poniedziałek o 5:50 dzwoni budzik, w ogóle nie czuję się wyspana, ale dzielnie wstajemy z Łukaszem na fotografowanie Meteorów o świcie. Kiedy wychodzimy jest jeszcze ciemno i… zimno!
Jedziemy na upatrzony wcześniej punkt widokowy i czekamy na wstające słońce. Powoli się rozjaśnia, widok jest przepiękny! Widzimy 5 Meteorów, w tym te 2, które wczoraj odwiedziliśmy. Słońce stopniowo wychyla się zza góry i zaczyna kolejno oświetlać klasztory – najpierw Świętej Trójcy, po kilku minutach – Wielki Meteor, po kolejnych – klasztor Varlaam, na końcu pozostałe, leżące niżej. Robimy zdjęcia i ruszamy w objazd po innych punktach widokowych. Wszystko jest tu blisko siebie, kilka minut jazdy samochodem. Ludzi mało, nie to co o zachodzie. Niektórzy w promieniach wstającego słońca medytują na skałach z widokiem na klasztory.

Po 3 h, o 9 zjeżdżamy z powrotem do naszego miasteczka i kierujemy się do Lidla po zakupy na śniadanie. Wracamy do apartamentu, budzimy dzieci, jemy śniadanie, pakujemy się i o 10:30 ruszamy w stronę Aten.
Droga z początku trochę kręta, dalej już w miarę autostradowa. Mijamy w oddali jakiś pożar, widać kłęby dymu.

Przed 15 jesteśmy w Atenach. Zostawiamy samochód na piętrowym parkingu i po małych zawirowaniach jesteśmy w naszym mieszkanku. Chwilę się ogarniamy i wychodzimy. Przed wyjazdem obawiałam się upałów, bo 35-36 stopni jest tu normą, a ja nie znoszę jak jest mi gorąco i w Polsce przy temperaturze ponad 30 stopni nie wychodzę z domu jak nie muszę. Tu jednak ten upał znosimy wszyscy nadspodziewanie dobrze. Całe szczęście, że skończyła się fala upałów, które trwały tu ostatnio 2 tygodnie. Temperatura dochodziła wtedy do 45 stopni i to już byłoby chyba trudne do zniesienia.
Idziemy więc niezrażeni skwarem do Agory Ateńskiej. Kupujemy od razu bilet kombinowany, który wystarczy nam na wszystkie atrakcje antyczne w Atenach. Młodzi do 25 lat z UE wchodzą gratis, miło 🙂 Chodzimy wśród ruin, największe wrażenie robi Świątynia Hefajstosa. Z Agory widać też wzgórze Akropolu.

Po godzinie bardzo potrzebujemy już usiąść gdzieś i napić się czegoś zimnego. Knajpki są tu przygotowane na takich spragnionych ludzi, bo razem z kartą podają szklanki wody z lodem 🙂 I rozpylają wodną mgiełkę. 🙂

Odpoczywamy pół h i idziemy na wzgórze Aeropag na zachód słońca, po drodze mijamy jeszcze Agorę Rzymską.

Z Aeropagu jest świetny widok na Akropol, niestety zepsuty przez rusztowania na Akropolu. Bardzo ładnie widać też miasto.

Sam Akropol mamy w planach jutro rano. Ze wzgórza jest też ładny widok na zachodzące słońce, dziś jednak, dokładnie na zachodzie widać kłęby dymu – to ten pożar, który widzieliśmy z drogi do Aten. Słońce nie chowa się więc za horyzontem, tylko za chmurą dymu, chwilami przebija jeszcze czerwona tarcza. Wygląda to trochę fascynująco, ale bardziej przerażająco.

Po zachodzie, schodzimy do dzielnicy Plaka i siadamy w klimatycznej uliczce pełnej knajpek. Jemy grecką kolację i o 22 docieramy do naszego tymczasowego domu. Pobudka przed 6 sprawia, że nie mam już siły nawet wrzucić posta na bloga 🙂