Z Aten na Peloponez

W środę wstajemy, jemy śniadanie, zbieramy się i o 10 opuszczamy nasze ateńskie mieszkanko. Kierujemy się w stronę Peloponezu, z nadzieją, że drogi są otwarte mimo szalejącego niedaleko pożaru – tego, który zasłaniał nam zachodzące słońce. Przeczytaliśmy dziś, że polscy strażacy też biorą udział w walce z nim. Udaje nam się normalnie przejechać, choć niebo zasnute jest dymem do tego stopnia, że nie przepuszcza słońca. Latają też samoloty strażackie gaszące pożar z góry.

W końcu zostawiamy pożary za sobą i dojeżdżamy do Kanału Korynckiego. Kanał ma bardzo wysokie ściany i 6 km długości, dzięki którym statki oszczędzają sobie 400 km opływania Peloponezu. Na obu końcach kanału znajdują się mosty, które są zatapiane kiedy przepływają statki.

Najlepszy widok na kanał jest ze starego mostu, dodatkową atrakcją są skoki na bungee, obserwujemy jak skacze kilku śmiałków. Dzieci oczywiście chętne, ale odpieramy atak 😉

Podjeżdżamy też na most pieszy, z którego widać, że kanał chyba nie jest czynny, bo w wodzie leżą skały – wygląda jakby obsunęła się ściana kanału. Potem sprawdzamy w internecie i rzeczywiście – od stycznia kanał jest zamknięty z powodu osuwiska. Czyli nie zobaczymy zatapiania mostów, szkoda.

Chwilę po 12 jesteśmy w Koryncie i idziemy obejrzeć ruiny. Najlepiej zachowała się Świątynia Apolla. Upał dziś jest jakiś bardziej dokuczliwy, chociaż jest tyle samo stopni co w Atenach. 45 minut w Koryncie jest męczące.

Z Koryntu jedziemy do Epidauros zobaczyć najlepiej zachowany i największy teatr antyczny. Jest wciąż używany – odbywają się tu różne koncerty i spektakle, widownia jest na 12-14 tys. miejsc.

Po zwiedzaniu Koryntu i Epidauros potrzebujemy ochłody i siadamy na mrożoną kawę i colę. Chwila odpoczynku i jedziemy do Nafplio, gdzie dziś nocujemy. Jesteśmy na miejscu o 17, czyli mamy jeszcze parę h czasu wolnego. Ja wybieram spanie (wakacje mnie wykańczają 😉 ), reszta rodziny idzie na plażę, dzieciaki się kąpią. W końcu 🙂

O 19 idziemy na kolację, chwilę chodzimy też po miasteczku. Jest urocze, zadbane i wypieszczone. I wieczorem tętni życiem. Po powrocie jeszcze tylko obsługa bloga i spać.