Wtorek to nasz pierwszy cały dzień na Zakyntos. My z Karoliną czujemy niedosyt po wczorajszym wieczorze, nastawiamy więc budzik na 6:50, o 7 zostawiamy śpiących chłopaków i idziemy na plażę z nadzieją na małe żółwiki. Snujemy się po plaży, oglądamy gniazda i ślady na piasku, które w nocy zrobiły wyklute maluchy pełznące do morza. Każde gniazdo jest opisane własnym numerem i datą, kiedy pani żółwica złożyła jaja. Widzimy, że te gniazda, z których widać ślady z ostatniej nocy zostały założone na początku lipca. Oprócz nas jest trochę innych osób, nagle jedna z nich woła, że z gniazda wychodzą żółwie. Nie wiadomo skąd, pojawia się nagle trójka biegnących wolontariuszy, którzy natychmiast przejmują dowodzenie, wytyczają na piasku korytarz, którym maluchy będą maszerować do wody, każą nam się trzymać za narysowanymi przez nich liniami. Wolontariuszki rozkładają chusty, którymi zasłaniają słońce, żeby nie świeciło na żółwiki. Jest ich 6 i dzielnie prą do przodu, pokonując górki i dołki na piasku, co dla takich drobiazgów (mają może po 5-7 cm) nie jest wcale łatwe. Emocje pod niebo 🙂 Kilka minut zajmuje im pokonanie kilkunastu metrów do wody 🙂 Są przesłodkie 🙂




Wracamy z Karoliną usatysfakcjonowane do granic możliwości, po drodze robimy zakupy na śniadanie. Po 9 wyjeżdżamy i kierujemy się do Agios Nikolaos na północy wyspy (mieszkamy na południu). Docieramy do portu i kupujemy wycieczkę do Blue Caves. Początkowo pan informuje nas, że wycieczka rusza za 1 h 15 min, ale widząc nasze miny nie chce ryzykować, że pójdziemy do konkurencji i szybko decyduje, że startujemy zaraz. Do nas dołączają jeszcze tylko 2 osoby i ruszamy, z kierującą łódką Poli. Wybraliśmy niedużą łódkę, żeby móc nią wpływać do grot i faktycznie tak się dzieje – Poli manewruje dzielnie i opowiada nam o grotach. Wycieczka trwa godzinkę, z krótką kąpielą po drodze.










Z portu jedziemy na przylądek Skinari, oglądamy widoczki i pijemy mrożoną kawę.






W międzyczasie, przejeżdżając między kolejnymi atrakcjami robimy zakupy 🙂

Kolejny punkt to coś, na co bardzo czekam, czyli punkt widokowy na plażę z wrakiem czyli Navagio Beach. To najbardziej popularna zakyntosowa „pocztówka”. Nie mam wielkiej nadziei na to, że się uda, bo wiem z grup na facebooku, że od 2 tygodni dojazd tam jest zamknięty ze względu na zagrożenie pożarowe. Niektórym udaje się dojechać wieczorem, ale jest dopiero 14. Rzeczywiście, pod koniec drogi dojazdowej do punktu widokowego stoi policja i blokuje przejazd. Szkoda mi bardzo, ale nie ma wyjścia – zawracamy.
Jedziemy zatem do Porto Vromi, kupujemy bilety na kolejny rejs – tym razem na plażę Navagio, na której stoi wrak statku. Niestety to bardzo popularny cel wycieczek, więc liczymy się z tym, że będzie tłum. Strasznie długo czekamy, aż zbierze się grupa i w końcu wypływamy. Po drodze mijamy ładne widoczki, różne groty, klify, kolor wody jest taaaki pięęęękny! Czasem turkusowy, czasem granatowy, a czasem trudny do określenia, ale zawsze bardzo intensywny!











W końcu naszym oczom ukazuje się Navagio Beach – okropnie zatłoczona, no, ale trudno. Schodzimy na ląd (nie da się tu dojechać lądem) i mamy godzinę na kąpiel.





Korzystamy z tej okazji, a potem wchodzimy z powrotem na naszego „Dionizosa” i wracamy, wpływając jeszcze po drodze do kilku ładnych jaskiń i zatrzymując się jeszcze raz na kąpiel.















Dopływamy przed 19 i jesteśmy wykończeni 🙂 Ja bardzo chciałabym spróbować jeszcze raz dotrzeć do punktu widokowego, ale rodzina mnie przegłosowuje i wracamy, żeby zobaczyć, czy na naszej plaży nie wykluwają się żółwiątka. Tym razem nie mamy szczęścia, więc wracamy na kolację i w końcu idziemy spać 🙂
