Piątek zaczyna się niespiesznie. My śpimy do 8:30, Wojtka budzimy o 10 i jedziemy na śniadanie do knajpki nad morzem. W takich okolicznościach wszystko smakuje bardzo dobrze 🙂 Jak tylko pojawia się na naszym stole jedzenie, od razu zlatują się osy. Kelner przynosi nam palącą się i dymiącą się kawę i o dziwo osy odlatują. Musimy wypróbować ten patent na Mazurach!




Plan mamy dziś luźny. Najpierw jedziemy na Myrtos Beach – najładniejszą plażę na Kefalonii. Po drodze zatrzymujemy się na punkcie widokowym – rzeczywiście miejscówka robi wrażenie 🙂 Ten kolor wody niezmiennie mnie zachwyca 🙂 Zjeżdżamy więc w dół i spędzamy 2 h na leniwym relaksie i pływaniu.








W końcu uznajemy, że możemy jechać dalej i udajemy się do Assos – wioski położonej kawałek bardziej na północ. Samo Assos nie jest jakieś wyjątkowe, choć ładne. Jednak z Assos połączony jest nieduży skalisty półwysep, na którym znajdują się ruiny zamku, a widok z góry jest cudny! Pijemy więc kawę, obserwując małego kociaka i podchodzimy do zamku.
















Schodzimy inną drogą i wracamy do samochodu, a potem do naszego lokum. Idziemy jeszcze z Łukaszem na krótkie zwiedzanie okolicy. Mieszkamy na zboczu, z widokiem na zatokę.







Wieczorem idziemy wszyscy na kolację do lokalnej tawerny z całkiem dobrym jedzeniem. Miejscowy rudy kot zakochuje się w Wojtku (a tak naprawdę w jego kurczaku) i patrzy wytrwale z nadzieją na smaczne kąski 🙂 Jest przezabawny, niezły cwaniaczek 🙂




O 22 wracamy do pokoju i planujemy kolejny dzień 🙂