Leniwie na Lefkadzie

Sobotę rozpoczynamy dość wcześnie, bo o 7. Musimy się spakować i przed 8 wyjechać, żeby dotrzeć do Fiskardo na prom na 9:30. Płyniemy na Lefkadę 🙂 Mamy zarezerwowane bilety, ale musimy je jeszcze odebrać – nie dało się ich kupić przez internet. Po drodze wstępujemy jeszcze do przydrożnej piekarni i kupujemy śniadanie.

Parkowanie na promie to dla Łukasza dodatkowa atrakcja – na tym np. na 3 teoretycznych pasach obsługa upycha 6 rzędów samochodów. Na prom wjeżdża się tyłem, trzeba złożyć lusterka, zaufać panu z obsługi, który wydaje komendy jak ustawić koła i ile jeszcze podjechać i w efekcie odległości między drzwiami samochodów wynoszą max 5 cm. Trzeba szybko wysiadać, bo jak następny samochód zaparkuje koło drzwi kierowcy to już się nie wysiądzie (pasażerowie wysiadają wcześniej i wchodzą na prom pieszo). Bardzo mnie ciekawi czy nikt nikogo nie przytarł – wydaje mi się to mało prawdopodobne przy takim ścisku.

Do Nidri – miasteczka na Lefkadzie dopływamy o 11:30 i od razu jedziemy na północ do miasteczka Lefkada – stolicy wyspy. Zaskakuje nas ogromna marina, nigdzie takiej dużej nie widzieliśmy. Niesamowite są niektóre luksusowe jachty, katamarany i motorówki.

Snujemy się po Lefkadzie, kupujemy do domu kolejne pyszności, pamiątki, pijemy kawę.

Z Lefkady jedziemy jeszcze wykąpać się na pobliską plażę na lagunie, do której prowadzi drewniany mostek.

Wracamy do Nidri, bo tu będziemy nocować nasze dwie ostatnie greckie noce. Odpoczywamy chwilę w pokoju i ok. 17 idziemy na polecane gofry do Cafe di Paris. Gofry są ogromne (choć nie widać tego na zdjęciu), przepyszne i tak słodkie, że ledwo dajemy im radę.

Wojtek, pokonany przez taką dawkę cukru, od razu wraca do pokoju, my z Łukaszem jeszcze pół h buszujemy po sklepach i też wracamy na leżakowanie 🙂

Wieczorem o 21:30 chłopaki jeszcze idą na kolację, ja już nie mam ani siły, ani miejsca w brzuchu 🙂 Jutro ostatni dzień!!