Ostatni dzień!

Niedziela to ostatni dzień naszych Wielkich Greckich Wakacji. Z jednej strony – szkooooda, z drugiej – jesteśmy nasyceni podróżą i chętnie wrócimy do domu. Żeby jeszcze można się było teleportować…

Wstajemy spokojnie i jedziemy na późne (przed 12 😉 ) śniadanie do malutkiej rybackiej wioski Sivota. Jest tam tylko jedna uliczka na nabrzeżu, wzdłuż której otwartych jest mnóstwo knajpek.

Z Sivoty udajemy się do Vasiliki – nieco większej wioski, z małym portem. Na lokalnej plaży, która ciągnie się przez całą szerokość zatoki po południu zrywa się wiatr i jest to ulubione miejsce surferów. Teraz jest jeszcze za wcześnie, więc tylko zaliczamy krótki spacerek, kawę mrożoną i jedziemy dalej.

Widoki po drodze – wow! Zwłaszcza te robione znad plaży Porto Katsiki – samej plaży nie widać z góry, ale i tak jest na co popatrzeć.

W końcu dojeżdżamy na najbardziej południowy kraniec Lefkady – Cape Lefkada, na którym stoi latarnia morska.

Z przylądka kierujemy się jeszcze na punkt widokowy na plażę Egremni – chłopaki nie chcą się już kąpać w morzu, więc na samą plażę nie zjeżdżamy, choć szkoda, bo z góry wygląda na prawie pustą.

Wracamy do hotelu, rzucając jeszcze okiem na zatokę Vasiliki.

Jest 16, my z Wojtkiem zostajemy już odpocząć, przejść się po Nidri i schłodzić się w basenie, a Łukasz jedzie jeszcze wejść na najwyższy szczyt Lefkady.

Wieczorem jedziemy na ostatnią grecką kolację. Trafiamy cudownie – jedzenie jest obłędne!!!