Fiordy Zachodnie – ptaki i ssaki

Wstajemy, jemy hotelowe śniadanie i o 8:30 ruszamy w stronę Isafjordur, najpierw wjeżdżając w wąski tunel. W połowie jest nawet skrzyżowanie! Mży, ale w trakcie jazdy nam to nie przeszkadza. Po drodze ostrygojady.

Kiedy mijamy Isafjordur zaskakują nas 3 stojące statki wycieczkowe! Niewykluczone, że jest na nich więcej ludzi, niż mieszka w tym miasteczku! W Isafjordur zaczyna się droga widokowa wzdłuż fiordów. Widoki nie robią jednak na nas większego wrażenia, niż cała reszta Islandii.

Kilka razy zatrzymujemy się widząc foki. Kojarzą mi się z leżącymi na talerzach kartaczami 😉

Oprócz fok widzimy też edredony.

Drogą widokową dojeżdżamy w końcu do Holmavik, gdzie czeka nas główna atrakcja dnia – wycieczka na wieloryby. Lecąc na Islandię braliśmy pod uwagę, że może się nie udać ze względu na pogodę, ale kiedy dojeżdżamy do Holmavik jest bardzo ładnie i w ogóle nie wieje. Po prostu nie do wiary 🙂 Teraz jeszcze do szczęścia brakuje nam, żeby wieloryby współpracowały 😉
Najpierw jednak jemy naleśniki w lokalnej budce, robimy zakupy i zwiedzamy okolicę. Kolorowo tu.

W końcu przed 14 idziemy do przystani. Nasz stateczek właśnie wraca z poprzednią grupą. Wysiada około 30 osób, nas będzie tylko 12 🙂

Wypływamy, na wodzie towarzyszą nam fulmary i maskonury, które śmiesznie zwiewają po wodzie jak płyniemy w ich stronę.

Wycieczkę prowadzi Judith (mega specjalistka, która swoje życie poświęciła wielorybom, jak się później okazuje), która opowiada nam mnóstwo ciekawych rzeczy. Już 5 minut od portu pokazuje się pierwszy humbak. I to jak blisko!! Najpierw słychać i widać „fontannę”, kiedy wieloryb wydycha powietrze. Potem pokazuje się góra wielkiego cielska i znika. Kilka takich oddechów i za którymś razem humbak wynurza się trochę mocniej i tym razem wynurza ogon. Machnięcie nim nad wodą oznacza, że nurkuje głębiej i możemy się go spodziewać dopiero po kilku lub nawet kilkunastu minutach, o ile nie odpłynie w tym czasie za daleko. Widzimy w sumie 5 takich serii i 5 machnięć ogonem, przy czym to 3 wieloryby. Poznaje się je po układzie białego i czarnego koloru na ogonie. Każdy ogon jest inny, to jak nasze linie papilarne 🙂

Po 2 h wracamy, bardzo usatysfakcjonowani 🙂 W drodze powrotnej do portu Judith pokazuje nam jeszcze swoją kolekcję zdjęć różnych ogonów, przy każdym jest data kiedy danego wieloryba widziała. Niektóre mają imiona pochodzące od wzoru na ogonie 🙂 Jest nawet serwis, gdzie można wysłać swoje zdjęcie ogona i będzie się dostawało potem informacje gdzie był widziany ten konkretny wieloryb! Wiele z nich zimę spędza na Karaibach, a latem przypływają na północ, bo tu jest więcej pożywienia. Niesamowite! Fascynujące są też „szczotki”, które mają w paszczach zamiast zębów. Żadna najmniejsza rybka się nie prześliźnie jak już wpadnie do paszczy.

Po wycieczce jemy cheesburgery z frytkami w miejscowym sklepie i ruszamy na wschód, gdzie nocujemy przed jutrzejszym przejazdem na południe przez środek Islandii. Przez 2,5 h doświadczamy różnych warunków pogodowych, wszystko się zmienia jak w kalejdoskopie. Droga oczywiście w jakiejś części szutrowa. Zdjęć w ulewie nie ma, ale padało całkiem raźno.

Tuż przed noclegiem spotykamy jeszcze gęsi gęgawy i łabędzie krzykliwe.

Nocujemy dziś w prywatnej kwaterze u jakiejś starszej pani, pokoik bardzo klimatyczny 🙂