Zgodnie z planem, wyruszyliśmy punktualnie o 7. Najpierw tankowanie i szybkie śniadanie na stacji benzynowej i po chwili już przekraczaliśmy granicę. Podróż minęła bez zbędnych utrudnień, było sporo robót drogowych, ale przejechaliśmy przez Czechy, Słowację i Węgry bez korków, płynnie i sprawnie. O 13.15, kiedy wjeżdżaliśmy do Chorwacji lał deszcz i było 19 stopni… Już mnie to nawet nie rusza, bo wiadomo, że jak będziemy wysiadać, to przestanie padać. Tak oczywiście było, kiedy o 15 parkowaliśmy w Zagrzebiu było już ciepło i bezdeszczowo, choć pochmurno.
Ulokowaliśmy się w naszym apartamencie i poszliśmy na popołudniowy spacerek pozwiedzać. Skupiliśmy się na najstarszej części miasta jaką jest Gornji Grad. Mieszkamy tuż obok, więc wystarczyło wspiąć się w górę i po chwili byliśmy przy kościele św. Marka. Cały plac z kościołem jest z jakiegoś powodu ogrodzony przez policję, więc mogliśmy tylko popatrzeć z pewnej odległości.

Przeszliśmy przez Kamienną Bramę z 1266 r., zobaczyliśmy wieżę Lotrscak z XIII w., która była częścią murów.




Rzuciliśmy okiem z góry na miasto, ale szczerze mówiąc Zagrzeb nas nie porwał. Nie poczuliśmy specjalnie żadnego klimatu tego miasta, nic nas szczególnie nie zachwyciło i bez żalu jutro ruszymy dalej.


Na koniec poszliśmy na obiadokolację i o 19.30 byliśmy już w pokoju. Akurat zaczęło znowu lać 🙂 Będzie nam się dobrze spało 🙂
PS Plus dla Zagrzebia za budki dla bezdomnych kotów 🙂
