Niedzielny poranek spędzamy jeszcze w Zagrzebiu. Głównym celem ma być targ Dolac, ale to co zastajemy jest jednym wielkim rozczarowaniem – większość stoisk jest pustych, na nielicznych sprzedawane są owoce i tyle. Snujemy się więc jeszcze trochę po różnych uliczkach i parkach i przed 12 wyjeżdżamy w kierunku Istrii.




Po 200 km docieramy do najmniejszego miasta na świecie, czyli Hum (kilkunastu mieszkańców). Miasteczko położone jest, jak wiele innych na Istrii, na wzgórzu. Jest urocze, ale spędzamy tam 20 minut, bo po prostu jest takie malutkie 🙂 Nawet droga dojazdowa jest wąziutka 🙂





Z Hum kierujemy się dalej na zachód i po pół godzinie jesteśmy w Motovun. To miasteczko położone też na wzgórzu, też niewielkie, ale jednak nieco większe niż Hum. W Motovun jemy też obiad i ruszamy dalej.








W końcu docieramy do nadmorskiej miejscowości Poreč, gdzie pomieszkamy przez 3 dni. Rozpakowujemy się i oczywiście idziemy jeszcze na spacer, żeby w końcu przywitać się z Adriatykiem. Akurat trafiamy na zachód słońca 🙂 Młodzi zażywają jeszcze przez chwilę rozrywek komercyjnych i wracamy już ledwo żywi.

No Zagrzeb to mi chyba przypominał Sandomierz 🙂 Dzisiaj podjadę do dziadka, bo ma problem z uruchomieniem stronki, żeby zobaczyć Wasze fotki (chyba antywirus blokuje). Powodzenia i dobrej pogody 🙂