Poreč i Rovinj – urocze miasteczka Istrii

Jeszcze przed wstaniem z łóżka słyszymy, że prognozy mówiły prawdę – pada. Nie spieszymy się więc za bardzo, jedziemy na małe zakupy śniadaniowe, przed 10 wykluwa się młodsza część rodziny. Ok. 11:30 się przejaśnia, chociaż prognozy twierdzą inaczej. Pierwotny plan przewidywał wejście na szczyt Vojak, ale nie chcemy ryzykować i wybieramy zwiedzanie dwóch miasteczek – Poreč’a, w którym mieszkamy i Rovinj. Zaczynamy lokalnie, uzbrojeni w parasole i kurtki przeciwdeszczowe, które bardzo szybko stają się zbędnym ciężarem, bo robi się gorąco i coraz mniej pochmurno. Poreč całkiem miły.




Po niecałych 2 h wracamy na chwilę do apartamentu, żeby się przebrać i przepakować i ruszamy do Rovinj. Rovinj okazuje się przeuroczym miasteczkiem. Wszyscy oprócz mnie wchodzą na wieżę kościelną, z której roztacza się piękny widok na całą starówkę. Takie atrakcje niestety nie dla mnie, na samą myśl, że znalazłabym się w takiej klaustrofobicznej przestrzeni, robi mi się słabo. Za to robię rodzinie zdjęcia z dołu, kiedy wyglądają z wieży 🙂









Zwiedzanie Rovinj kończymy obiadokolacją w postaci pysznych burgerów. Następnie jedziemy jeszcze na plażę Bella, gdzie chłopaki kąpią się, a my oglądamy fantazyjne kamienie.



Do Poreč’a dojeżdżamy dokładnie w chwili, kiedy zachodzi słońce. Chłopaki wysadzają mnie i Karolinę na nabrzeżu, a sami jadą przebrać się i pobiegać. My robimy zdjęcia podświetlonych od dołu chmur i wracamy spacerem do domu. Kiedy chłopaki wracają po bieganiu, znowu zaczyna padać. Jak zwykle pogoda postraszyła, a jak przyszło co do czego, to grzecznie pozwoliła nam robić swoje 🙂



Jutro opuszczamy Istrię i jedziemy na wyspę Krk.