Noc nie jest łatwa. Ostatecznie lokujemy się na podłodze w wąskim, ślepym korytarzu za schodami. Podłoga jest kamienna, więc zimna i twarda, no ale nie ma innej opcji. Rodzina trochę przysypia, ja niestety nie. O 2:30 zbieramy się i po nadaniu naszej jednej walizki i kontrolach idziemy w końcu do samolotu. Zaliczamy jeszcze łazienki, odświeżamy się i o 5 startujemy. Po dobie bez snu (i po 4 h spania poprzednio) jestem tak zmęczona, że odcina mnie zaraz po starcie. Przysypiamy całą drogę, budząc się co jakiś czas, lądujemy za drugim podejściem, akurat wschodzi słońce.

Przechodzimy kontrolę paszportów i bagaży i szukamy pana z wypożyczalni samochodów, który czeka na nas z kartką „Mr Lukasz”. Ogarniamy samochód, dostęp do internetu, zakupy i śniadanie i o 11 ruszamy w naszą marokańską trasę. Przed nami dziś spory kawałek drogi.
Pierwsze rzucające się w oczy różnice w ruchu drogowym:
– dużo skuterów i motocykli (często z jakimiś ciekawymi, prowizorycznymi naczepami, w których siedzi np kilka osób, albo zwierzęta czy jakieś pakunki),
– motory przejeżdżają na czerwonym świetle,
– dużo samochodów wozi krowy ;),
– samochody służą do demonstracji politycznych (mijaliśmy dziś dwie),
– bardzo dużo kontroli policyjnych (trzeba zwolnić prawie do zera i jechać dalej dopiero jak policjant machnie ręką),
– piesi wchodzą na ulice dość odważnie i lawirują między samochodami,
– wszyscy jeżdżą dość fantazyjnie, nie przejmując się za bardzo np namalowanymi pasami,
– dużo trąbią, ale nieagresywnie.
Przed 16 zmęczeni docieramy do naszego pierwszego noclegu. To dwuosobowe domki na plaży, mamy 2 obok siebie. Odpoczywamy 1,5 h w szumie fal oceanu, wszyscy oprócz mnie zaliczają też kąpiel w niedużym basenie. Bardzo klimatyczne to miejsce, w ogóle nie luksusowe.


Po odsapnięciu jedziemy jeszcze niecałą godzinkę zobaczyć plażę Lagzira, a w zasadzie łuk skalny na tej plaży. Podziwiamy widok z góry i z plaży, o zachodzie słońca. Robi wrażenie.







Wracamy o 20:30 i zamawiamy jeszcze obiadokolację w naszym lokalu. Jedzenie całkiem niezłe.
Śmiejemy się już sami z siebie i naszego zmęczenia i padamy spać.